| |
W pierwszym dniu, który spędziłam w domu hrabiego, proklamowany został pokój z Anglią. Była niedziela i w ogrodzie hrabiego, otwartym tego dnia dla spacerowiczów, przechadzało się dużo brodatych kupców, którzy w Rosji zachowali strój muzyków, to znaczy chłopów. Wielu spośród nich zgromadziło się, by posłuchać doskonałej kapeli hrabiego Orłowa. Tego dnia grała dla nas angielską pieśń God save the King (Boże, zbaw króla), hymn wolności w kraju, którego monarcha jest jej pierwszym strażnikiem. Byliśmy wszyscy wzruszeni i oklaskiwaliśmy ten hymn narodowy wszystkich Europejczyków, w Europie są bowiem jedynie dwa rodzaje ludzi - ci, którzy służą tyranii, i ci, którzy umieją jej nienawidzić. Hrabia Orłów podszedł do kupców i powiedział im, że świętuje się pokój zawarty między Anglią i Rosją. Słysząc tę wieść kupcy przeżegnali się i dziękowali niebiosom za to, że morze ponownie staje przed nimi otworem.
Wyspa Orłowa znajduje się pośrodku tych wszystkich, które pteresburscy magnaci, a nawet cesarz i cesarzowa, obrali na letni pobyt. Niedaleko stąd jest wyspa Strogonowa*; jej bogaty właściciel sprowadził z Grecji cenne starożytności. Strogonow przez całe życie prowadził dom otwarty - kto raz był mu przedstawiony, mógł zawsze tam powrócić. Nigdy nikogo nie zapraszał na obiad lub wieczerzę na określony dzień - utarło się, że ktoś, kto raz u niego bawił, zawsze mógł liczyć na gościnne przyjęcie. Hrabia często nie znał połowy osób, które u niego jadły, ale ten zbytek wyrażający się w gościnności sprawiał mu przyjemność, podobnie jak każdy inny rodzaj przepychu. W wielu domach w Petersburgu panuje mniej więcej ten sam zwyczaj. | |
|