| |
Pierwsza połowa lutego 1970 roku. We włoskiej Górnej Adydze, na zboczach nad doliną Val Gardena rozgrywane były XXVJII mistrzostwa świata w konkurencjach alpejskich. Reprezentantom ponad 30 krajów dano do dyspozycji 12 kilometrów konserwowanych już od jesieni tras. Bachleda był w dobrej formie, wymieniano go w gronie kandydatów do medali. I rzeczywiście. W'trójkombinacji nie miał już wprawdzie szansy na wyprzedzenie Amerykanina Kidda i Francuza Russela, ale medal brązowy był w zasięgu Polaka. „Ałuś" ukończył już konkurencję i czekał na mecie trasy zjazdowej na wynik Niemca Maxa Riegera. Jeśli reprezentant NRF będzie szybszy od zakopiańczyka, to trzecie miejsce diabli wzięli. Zagryzał wargi w zdenerwowaniu. Wreszcie pojawiła się sylwetka rywala. Przeleciał jak burza, zamknął obwód fotokomórki. Na tablicy świetlnej zaczęły wyskakiwać cyferki wyniku. Rieger jechał wolniej od Bachledy! Andrzejowi wypadły narty z ręki. Zdobył brązowy medal! Nazajutrz prawie cała europejska prasa sportowa dużymi nagłówkami donosiła o sukcesie Polaka. Reporterzy nie mogli się nadziwić, że z dala od alpejskich centrów wyrósł tak świetny zawodnik. | |
|